Wiosną gdy padały ulewne
Typy |Kacze opowieści |precel„Wiosną, gdy padały ulewne deszcze, Loch budził się często przerażony szumem jakby wielkiego lśniącego wodospadu. To rynna naprzeciwko była zatkana. Wyrwany z głębi ciężkiego snu, trząsł się na całym ciele, przymuszony do powrotu w rzeczywistość, do ponownego brania w niej udziału. Serce dziko łomotało mu w piersi.
Niechby robili z nim, co chcą, byleby mu zostawili ukochaną czapeczkę i opuszczony dom. Sięgnął pod Józko po teleskop.
Teleskop był własnością ojca i póki Loch miał temperaturę, wolno mu było bawić się nim, ile mu się tylko podobało. Wręczono mu go w zamian za pistolet na kapiszony i straszak. Przedmiot ten, pachnący szufladą biurka z biblioteki i mosiądzem, wyciągany był zazwyczaj tylko z okazji zaćmienia księżyca, a raz pojawił się tego dnia, co to przelatywać miała nad domem pani w samolocie. Wypatrywano jej przez cały dzień, strojąc miny i wydziwiając, aż wszystkich zaczęło łamać w kościach. Ojciec trzymał teleskop oburącz, jak grubą laskę, jakby szykował się do obrony rodziny przed jakimś niebezpieczeństwem.
Loch nastawił długie, mosiężne rury i wysunął teleskop przez okno. Musiał rozsunąć w tym celu metalową siatkę, wpuscsjącw ten sposób do pokoju rój komarów. Było to surowo zabronione. Krytycznym wzrokiem próbował ocenić rozmiary dojrzewających fig; wczoraj wyglądały jeszcze jak szklane paciorki, dzisiaj podobniejsze były raczej do winogron. Zerwania ich nie można było nazwać kradzieżą. Leżąc tak wściekły, bo uwięziony w łóżku, zdecydował, że przynajmniej w myślach może sobie pofolgować. Co tam. Powoli, pieszczotliwie przesuwał szkiełko wzdłuż domu, po krawędzi dachu, na której rozsiadły się ptaszki, skłaniając ku niemu małe łebki, i i“(7)
spływy kajakowe |Betsson |Toto Mix