- Pan na pewno mnie nie zrozumiał
przygody kota Filemona |Timon i Pumba |katalog„— Pan na pewno mnie nie zrozumiał! — zawołał Wieczorkiewicz i głos mu znowu zabrzmiał dyszkantem. Podniósł wreszcie powieki. — Nie, na pewno nie zrozumiał! Ale kiedy później pan się dobrze zastanowi, to chyba zrozumie! — Ze wciąż rosnącym zdumieniem Leon zauważył, że kapitan nagle zaczął dyszeć. Ku jeszcze większemu jego zdumieniu, niemal osłupieniu. Wieczorkiewcz nagle pochwycił obiema rękami — białymi, pokrytymi piegami —. uchwycił ciężki majolikowy lichtarz, stojący po prawej stronie jego biurka, uniósł go w powietrzu i z pewnym wysiłkiem, bardzo ostrożnie przeniósł i postawił go po stronie lewej obok jakiegoś pudełka, widocznie z fiszkami. — Gdybym na przykład, wyobraźmy sobie taki śmieszny wypadek — powiedział zdyszany i już zupełnie normalnie, bo już nie łykając końcówek zdań — gdyby pan był moją służącą i gdybym przestawiając ot tak ten lichtarz, za każdym razem mówił do pana proszę posprzątać, w panu by skojarzył się ten lichtarz, a zwłaszcza to, że go przenoszę z miejsca na miejsce, skojarzyłby się panu bezwarunkowo ze sprzątaniem.
— Ze sprzątaniem — pytająco powtórzył Leon i naglę słowo to skojarzyło mu się z karteczką matki.
— Ergo!
— Ergo — spytał Leon.
— Ergo, że w ogóle za dużo mówimy. Po co w ogóle słowa Trajkotanie! — Wieczorkiewicz pokazał znów swe piegowate, śmiertelnie blade ręce — podniósł do góry i przeniósł z powrotem świecznik na jego dawne miejsce. Bezdusznymi oczami patrzył na Wachickiego i jak gdyby na coś czekał. — Właściwie dzięki Pawłowowi można byłoby z ludźmi porozumiewać się gestami. Słowo to paskudna rzecz. Radzę panu unikać słów. Słowa zawsze obowiązują, zawsze po nich coś pozostaje. Natomiast gest — gest rozpływa się w powietrzu! Można w człowieku wywołać odruch warunkowy, ślinienie żołądka, zupełnie nie posługując się słowami!“(5)
moderowany blog |precel |Fifi niezapominajka